“Gilmore girls. A Year in the Life” czyli wznowienie serialu „Kochane kłopoty” – czy było warto?

English  Deutschgilmore_girls_netflix_poster
Jest coś o czym marzyłam, miałam nadzieję i modliłam się od ładnych kilku lat i moje marzenia ziściły się 25-go listopada 2016! Mam na myśli wznowienie mojego ulubionego serialu wszech czasów pt. „Gilmore Girls“(polskie tłumaczenie: „Kochane kłopoty”. Mój ex zrobił mi kiedyś dowcip na temat wznowienia tego serialu. Moje rozczarowanie było ogromne, gdy się dowiedziałam, że to był tylko żart. Nie ma się co dziwić, że chłopak musiał zniknąć, prawda? Ale właściwe pytanie brzmi: czy warto było czekać na „Gilmore Girls. A Year in the Life“? Czy nie lepiej odejść w czasach najlepszej świetności pozostawiając niedosyt?

Wiem, że niektórzy fani narzekają, płaczą, a nawet żałują, że obejrzeli nową wersję serialu. Jednak ja nie należę do ludzi, którzy żałują czegokolwiek. Są jednak rzeczy, które bym ze scenariusza wykreśliła. Oto moja opinia o “Gilmore girls. A Year in the Life”.

Producenci nazwali swoje dzieło „event” – wydarzenie, i tym właśnie jest – 4 odcinki przedstawiające 4 pory jednego roku z życia bohaterek. Moja sesja 4×1,5 h oglądania zdecydowanie była wydarzeniem! Dawno mi się to nie zdarzyło. Prawdziwi fani chcą widzieć swoje ulubione postacie takimi jakie je znają i kochają. To samo dotyczy ich ulubionego serialu. Oto czym obdarowali nas twórcy filmów i co mnie najbardziej ucieszyło:

  1. Najpiękniejsza (choć dynamiczna) relacja wszech czasów między matką a córką! W prawdziwym życiu nigdy nie spotkałam podobnego duetu. Pewnie możecie między wierszami wyczytać, że jestem trochę zazdrosna. Lorelai i Rory mają swoje problemy tak jak i w pierwowzorze telewizyjnym, ale ich miłość jest silniejsza niż wszelkie przeszkody, czy opinie. Film pokazuje historię na temat tego, że miłość oznacza również tolerancję.
  2. Scena otwierająca serię jest perfekcyjna! Lorelai siedząca w środku zimy na schodach altanki w rodzinnym miasteczku Stars Hollow, wyczuwająca szóstym zmysłem opady śniegu i czekająca na Rory. Gdy córka się w końcu pojawia rozmawiają w typowym dla siebie stylu – szybko i przezabawnie przechadzając się po malowniczym i pięknie udekorowanym miasteczku. To prawdziwa gratka dla fanów! Moje serce mięknie na widok tej sceny i mam też wrażenie, że też wyczuwam śnieg.

  3. Moda się za bardzo nie zmieniła w porównaniu do ostatnich odcinków Gilmore Girls („Kochane kłopoty”). Wiem dlaczego tak długo czekaliśmy na wznowienie produkcji! Styliści czekali aż spodnie dzwony znów będą w modzie!

  4. Każda kobieta z rodu Gilmore zatoczyła pełne koło w swoim życiu – Lorelai wreszcie wybaczyła swoim rodzicom i sobie i może się ustatkować, wziąć ślub i być szczęśliwa. Emily w końcu pojęła, że pieniądze i status nic nie znaczą, przewróciła swój świat do góry nogami i odnalazła samą siebie po śmierci męża. Rory musi wreszcie dorosnąć, stanąć na własnych nogach po tym jak przez wiele lat miała wiele podawane na srebrnej tacy. W końcu musi też ponieść konsekwencje tego jak strasznie przez całe życie traktowała facetów (z Paulem na czele).

gilmore-girls

Co jest nowego (i nie tak fajnego) w mini serialu:

  1. “Gilmore girls. A Year in the Life” nie jest aż tak naszpikowany odniesieniami do popkultury jak znają i kochają to fani oryginalnego serialu.

  2. Pojawienie się niektórych bohaterów było zupełnie bezcelowe. Nie wnosili oni nic do filmu. Na przykład gdy Rory spotyka Deana w sklepie albo pojawienie się członków Life and Death Brigade, z którymi się przyjaźniła w czasie studiów to wydarzenia, które niczego nie wnoszą i są zbędne. Ci bohaterowie pojawili się na ekranie tylko po to by się pojawić i zapełnić czas antenowy.

  3. Elementy musicalu. Jedynym powodem, dla którego byłam w stanie przetrwać scenę musicalu z członkami Life and Death Brigade był fakt, że uwielbiam the Beatles. Rozumiem jednak głosy, które mówią, że było to zupełnie nie na miejscu, bo kompletnie nie pasowało do serialu. Obydwa musicale, które możemy zobaczyć były zdecydowanie za długie i niepotrzebne. Oczywiście rozumiem, że 90-minutowy odcinek rządzi się innymi prawami niż 40-minutowy. Mimo wszystko nie warto. The Stars Hollow Musical trwał aż 10 minut! Przewińcie jeśli możecie.

Serial jest cudownym darem dla fanów! Wspaniale było znów zobaczyć ulubione dziewczyny i cały zespół. Miało się wrażenie jakby był to zjazd absolwentów liceum po 10-ciu latach (z tym, że faktycznie lubiło się ludzi ze swojej szkoły). Zobaczenie wszystkich tych znanych twarzy wywołało uśmiech na moich ustach. Film jest zabawny, wzruszający i uroczy jak zawsze. Historia może się komuś podobać albo nie. Ja nie należę do ludzi, którzy oceniają wydarzenia, na które zdecydowali się scenarzyści. “Gilmore girls. A Year in the Life” różni się trochę od oryginału wyprodukowanego ponad dekadę temu, ale jestem również pewna, że państwa Palladino stać na więcej! Wiem z pewnego źródła, że fani bardzo sobie życzą kontynuacji. Jest to coś, czego ja sobie życzę w tym roku! Więcej Gilmore Girls!

Do zobaczenia!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s